wtorek, 19 maja 2015

Andrzej Wajs, Andrzej Wajs

Fotograf  uwalnia mechanizm kataklizmu, rozdzielając jego domniemane fazy, przenosząc mikrosekundę widzenia w kadr percepcji. 

Zajmowanie pozycji, „robienie” zdjęcia, naświetlanie, wywoływanie, utrwalanie, preparowanie odbitki i umieszczanie jej w albumie lub w galerii – to abstrakcyjne, wyizolowane stadia „aktu widzenia”, rozpisane na partyturę cyklu czasowego.

Wszystkie one – może poza tym ostatnim – zawarte są już w mikrosekundzie reakcji świetlnej na siatkówce oka.


Wokół sztuki fotografowania panoszy się mitologia obrazu (z nieuchronnymi referencjami do płótna malarskiego), czasu i pamięci. 

Fotografia jest jednak w istocie „rzeczywistością” zamrożoną, obraz fotograficzny – obrazem innego obrazu.

Krzysztof Wojciechowski jest fotografem, a więc klinicystą i badaczem. 

Domena, w której pracuje, to domena archiwum. 

Usuwa z niej semiozę literackiego śmiecia, demitologizując obraz. 

To, co robi, bardziej przypomina działania operacyjne oficera śledczego, laboranta i kryminologa. 

Jego żywiołem jest przeszukiwanie, zszywanie i rozszywanie modułów, ustalanie punktów stycznych, linii brzegowych, formatowanie macierzy. 



Fotografując zbiór mchów, pokazuje jego fraktalność (każda część mchu jest mchem, tak jak każda podzielona chmura nową chmurą, według zasady samopodobieństwa Cantora, Gastona Julii i Mandelbrota). 

Dobór optymalnej głębi ostrości, manipulacja kadrem i konturem pola, dają złudzenie wspinaczki zboczem zalesionego wzgórza lub zdjęcia wykonanego na dużej wysokości – na przykład z pokładu samolotu rozpylającego środki owadobójcze nad dziewiczą puszczą. 

 Macierze resztek świata organicznego, ułożone w diagramy, nasuwają bliskie skojarzenia z algebrami, sitem Eratostenesa czy daktyloskopią biura śledczego. 



Sceny uliczne (z wykorzystaniem mechanizmu skanowania szczelinowego) to z kolei dalekie echo efektu Dopplera – fotograficzny zapis dylatacji czasu i deformacji wizualnej obiektu ze względu na różnicę pomiędzy częstotliwością fali emitowanej przez źródło a częstotliwością rejestrowaną przez ruchomego obserwatora. 

Obrazu tych osobliwości dopełnia set „muzyki niemej”, gdzie dźwięk „utrwala się” na kliszy jako skala achromatyczności rowków płyty analogowej.

Całą tą optyką rządzi zasada różnicy potencjału. 

Zawieszenie tezy o „rzeczywistości” uwalnia energię lokalnych autonomii.

To demontaż i inscenizacja. 



Przenoszenie modułów z jednej macierzy do drugiej.

Szukanie terytorium tranzytowego pomiędzy kontemplacją a ingerencją.

Post Scriptum: sito Eratostenesa: